środa, 13 stycznia 2010
trzynasty dzień stycznia ach morze
Marzę o ciepłych wakacjach nad morzem. Już tak dawno nie wyjeżdżałam na urlop, że zaczynam czuć zmęczenie. Zawsze był jakiś problem, brak pracy, brak pieniędzy, brak pieniędzy...
W ubiegłym roku opłacało się wyremontować pokój, bo wyszło taniej niż wyjazd, no i tak też zrobiliśmy. Pokój jest śliczny:)
Ale wakacji poza Łodzią nie miałam od 10 lat! Mam natomiast plan na 2010 rok, bo oto do Polski przyjeżdża Pearl Jam na Opener Festival, a że jest to mój ukochany zespół z lat licealnych i że był w Polsce już chyba ze 3 razy, a ja ani razu nie widziałam ich na żywo, to obiecałam sobie, że tym razem pojedziemy do Gdyni na koncert, a potem spędzimy kilka dni nad morzem. Brzmi bosko:)
Co zatem może stanąć na przeszkodzie? Brak pieniędzy.
Mężczyźni mówią, że kobiety są materialistkami, hmmm... Są mężczyźni kochający pieniądze i to chyba głównie panowie lubią je mieć. Praktycznie cały rynek finansowy to mężczyźni, czyż nie tak? Poza tym to panowie zarabiają więcej od pań, więc... O co chodzi? Ano o to, że fajnie jest mieć coś na koncie i to więcej niż się zazwyczaj ma. Problem w tym, że za mało zarabiamy to po pierwsze, tracimy pracę to po drugie, a w rezultacie, to po trzecie, nasze marzenia i plany odwlekamy w czasie lub w ogóle ich nie mamy, bo niby po co?
Mam plany, chcę, by w końcu w tym roku było inaczej, niż do tej pory. Chcę poczuć powiew świeżego powietrza, chcę zanurzyć stopy w ciepłym piasku i nigdzie się nie śpieszyć, chcę zjeść świeżo uwędzoną rybkę, chcę, chcę ...
W ubiegłym roku opłacało się wyremontować pokój, bo wyszło taniej niż wyjazd, no i tak też zrobiliśmy. Pokój jest śliczny:)
Ale wakacji poza Łodzią nie miałam od 10 lat! Mam natomiast plan na 2010 rok, bo oto do Polski przyjeżdża Pearl Jam na Opener Festival, a że jest to mój ukochany zespół z lat licealnych i że był w Polsce już chyba ze 3 razy, a ja ani razu nie widziałam ich na żywo, to obiecałam sobie, że tym razem pojedziemy do Gdyni na koncert, a potem spędzimy kilka dni nad morzem. Brzmi bosko:)
Co zatem może stanąć na przeszkodzie? Brak pieniędzy.
Mężczyźni mówią, że kobiety są materialistkami, hmmm... Są mężczyźni kochający pieniądze i to chyba głównie panowie lubią je mieć. Praktycznie cały rynek finansowy to mężczyźni, czyż nie tak? Poza tym to panowie zarabiają więcej od pań, więc... O co chodzi? Ano o to, że fajnie jest mieć coś na koncie i to więcej niż się zazwyczaj ma. Problem w tym, że za mało zarabiamy to po pierwsze, tracimy pracę to po drugie, a w rezultacie, to po trzecie, nasze marzenia i plany odwlekamy w czasie lub w ogóle ich nie mamy, bo niby po co?
Mam plany, chcę, by w końcu w tym roku było inaczej, niż do tej pory. Chcę poczuć powiew świeżego powietrza, chcę zanurzyć stopy w ciepłym piasku i nigdzie się nie śpieszyć, chcę zjeść świeżo uwędzoną rybkę, chcę, chcę ...
czwartek, 7 stycznia 2010
dzień siódmy miesiaca stycznia i moje miasto Łódź
Urodziłam się i mieszkam w Łodzi. Dziś wspominam, jak moje miasto się zmieniło na przestrzeni tych 35 lat. A uściślając, to sięgam pamięcią jakieś 25 lat wstecz. Skrzyżowanie Piotrkowskiej i Struga, kiedyś był tam ryneczek teraz stoi Saspol, budynek, który miał być miejscem spotkań i centrum handlowym. Na początku faktycznie był okupowany, z czasem jego blask bladł. Zastąpiła go Galeria Łódzka. Obecna Manufaktura jest dobrze pomyślanym przedsięwzięciem, bo i budynki pofabryczne zostały odnowione i przeznaczone do ogólnego użytku, samo miejsce nabrało znaczenia, a wcześniej wiało tam grozą. Dobrze, że Pan Wajda zrobił "Ziemię Obiecaną" wcześniej, bo teraz musiałby skonstruować sobie makietkę. Sama Piotrkowska została odnowiona, a kamienice, kiedyś szaro-bure, obecnie są eleganckie. Fontanna przed Teatrem Wielkim, także zmieniła wygląd Placu Dąbrowskiego, jest nowoczesna, choć głosy są podzielone. Jest Atlas Arena, gdzie jest organizowanych masa znaczących imprez. Przydałby się też stadion z prawdziwego zdarzenia.Poza tym naturalnie jest największa w Polsce Ikea. Oczywiście zawsze można coś dodać i zmienić, bo to przecież nie koniec, miasto się rozwija i rośnie w oczach. Niestety, nie wszystkim się to podoba. Obecnie są dwa projekty, pierwszy to specjalna strefa sztuki, czyli prywatna galeria sztuki współczesnej, zaś drugi, to centrum festiwalowo-kongresowe w śródmieściu, tuż przy stacji Łódź Fabryczna. Zarówno jeden, jak i drugi projekt wzbudza ogromne emocje, nic dziwnego, chodzi o duże pieniądze. Jestem za centrum, bo uważam, że moje miasto zasługuje na miejsce, do którego będą chodzić wszyscy, a nie tylko grupa ludzi. To musi być miejsce, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, otwarte na wszelką twórczość, gdzie duzi i mali, starsi i młodsi, będą mogli spędzać wolny czas.
Po przestoju w latach 90'tych, nareszcie coś się dzieje, oby tak dalej! Moje miasto zmienia się bezustannie. Bacznie się temu przyglądam.
Po przestoju w latach 90'tych, nareszcie coś się dzieje, oby tak dalej! Moje miasto zmienia się bezustannie. Bacznie się temu przyglądam.
środa, 6 stycznia 2010
dzień szósty i coś mnie znów naszło na lata 80'te
Od wczoraj słucham starych nagrań. Mam migawki z przeszłości. Ileż to się myśli przewala w głowie. Czasem czuję zapach lub smak czegoś, czego nie widziałam lub nie jadłam od lat.
Ale mam za to swój patent na zupę pieczarkową i nie ma prawa nie wyjść, zawsze wychodzi!
Krótki przepis:
kilka pieczarek obranych i umytych trzeba pokroić na plasterki, do tego dwie średnie cebule, też kroimy, potem w garnku (nie na patelni) rozpuszczamy masło i trochę oliwy lub oleju, wrzucamy pieczarki i cebulę, dusimy pod przykryciem. Dodajemy do smaku warzywko lub sól z pieprzem. Potem do garnka wlewamy bulion (może być w kostce), tak około pół litra lub ciut więcej, bo część wody wyparuje (zawsze w końcu można dolać), obrane ziemniaki pokrojone w kostkę i włoszczyznę (najlepiej jedną średnią pietruszkę, marchewkę i mały seler w całości) tak gotujemy, aż ziemniaki będą miękkie. Do małej ilości zimnej wody wsypujemy jedno opakowanie zupy pieczarkowej i koziołkiem rozbijamy. Gdy warzywa się dogotują, wlewamy zupę i po kilku minutach, gdy zupa się zagotuje, wyłączamy i doprawiamy śmietaną. A potem wcinamy! Normalne palce lizać!
Tak więc wczoraj królowała pieczarkowa i film "Wimbledon" na kolację:)
A dziś za oknem zima, śnieg pada i mroźno. A ja już nie mogę się doczekać wiosny! Czekam z utęsknieniem!
Ale mam za to swój patent na zupę pieczarkową i nie ma prawa nie wyjść, zawsze wychodzi!
Krótki przepis:
kilka pieczarek obranych i umytych trzeba pokroić na plasterki, do tego dwie średnie cebule, też kroimy, potem w garnku (nie na patelni) rozpuszczamy masło i trochę oliwy lub oleju, wrzucamy pieczarki i cebulę, dusimy pod przykryciem. Dodajemy do smaku warzywko lub sól z pieprzem. Potem do garnka wlewamy bulion (może być w kostce), tak około pół litra lub ciut więcej, bo część wody wyparuje (zawsze w końcu można dolać), obrane ziemniaki pokrojone w kostkę i włoszczyznę (najlepiej jedną średnią pietruszkę, marchewkę i mały seler w całości) tak gotujemy, aż ziemniaki będą miękkie. Do małej ilości zimnej wody wsypujemy jedno opakowanie zupy pieczarkowej i koziołkiem rozbijamy. Gdy warzywa się dogotują, wlewamy zupę i po kilku minutach, gdy zupa się zagotuje, wyłączamy i doprawiamy śmietaną. A potem wcinamy! Normalne palce lizać!
Tak więc wczoraj królowała pieczarkowa i film "Wimbledon" na kolację:)
A dziś za oknem zima, śnieg pada i mroźno. A ja już nie mogę się doczekać wiosny! Czekam z utęsknieniem!
wtorek, 5 stycznia 2010
piaty dzień nowego roku
Dopiero zaczynam. Nigdy nie pisałam i nie wysyłałam w świat moich słów. To dla mnie nowość!
Ostatnio miałam do czynienia z samymi nowościami! Choroba Taty, która uświadomiła mi, że czas nie oszczędza naszych najbliższych, że życie wystawia nas na próbę i że mimo to, wszystko może skończyć się dobrze. Nie mogło być inaczej! W między czasie straciłam pracę. Rozsyłanie mail'i, oczekiwanie na telefon i to nieustające zniecierpliwienie, kiedy w końcu znajdę nową posadę. Sytuacja wyglądała mało ciekawie. Ale i to znalazło swój szczęśliwy finał, bo po trzech tygodniach dostałam pracę! I znów nie dopuszczałam myśli, że mogłoby być inaczej!
Rok 2009 jak widać był pełen nowych doświadczeń, które tym razem nie były zasłyszanymi opowieściami, lecz moimi własnymi.
Rok 2010 ... dopiero się zaczął, ale mam nadzieję na najlepsze:) a co w tle? W tle Depeche Mode z lat 80'tych:)
Ostatnio miałam do czynienia z samymi nowościami! Choroba Taty, która uświadomiła mi, że czas nie oszczędza naszych najbliższych, że życie wystawia nas na próbę i że mimo to, wszystko może skończyć się dobrze. Nie mogło być inaczej! W między czasie straciłam pracę. Rozsyłanie mail'i, oczekiwanie na telefon i to nieustające zniecierpliwienie, kiedy w końcu znajdę nową posadę. Sytuacja wyglądała mało ciekawie. Ale i to znalazło swój szczęśliwy finał, bo po trzech tygodniach dostałam pracę! I znów nie dopuszczałam myśli, że mogłoby być inaczej!
Rok 2009 jak widać był pełen nowych doświadczeń, które tym razem nie były zasłyszanymi opowieściami, lecz moimi własnymi.
Rok 2010 ... dopiero się zaczął, ale mam nadzieję na najlepsze:) a co w tle? W tle Depeche Mode z lat 80'tych:)
niedziela, 3 stycznia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)

