środa, 12 stycznia 2011

W Nowym Roku dnia 12 stycznia 2011...

W Nowym Roku 2011 już zaliczam pierwsze przeziębienie. Katar, łzy i chusteczka. Jakoś przetrwam, choć dobrze jest się nad sobą czasem po rozczulać:)

Wiele osób robi sobie jakieś postanowienia w związku z Nowym Rokiem, a ja tym razem nie będę układać listy. Na to, na co mam wpływ, postaram się reagować i ewentualnie zmieniać, a na to, na co nie mam wpływu, to nie. Będę robić to co do tej pory i najlepiej jak potrafię. Po co sobie utrudniać życie i sporządzać postanowienia, których w dużej części się nie dotrzymuje? Najlepiej jest odpowiedzieć sobie na pytanie: "Czy to/tamto/ktoś mi odpowiada?" i po kłopocie. Kiedyś przeczytałam w jakimś poradniku psychologicznym, że gdy dręczy Cię jakiś problem w pracy albo w życiu osobistym, trzeba go szybko określić i wyeliminować, a przykładem był pryszcz. Otóż gdy masz pryszcza, to go wyciskasz i po kłopocie. Tak samo robi się z problemami, od razu należy je rozwiązać. Przekładanie lub odkładanie nie sprawi, że kłopot zniknie, on wciąż będzie, dlatego nie ma sensu czegoś przeczekiwać, bo można się nabawić nerwicy, należy od razu nauczyć się "brać byka za rogi". To nie łatwa sztuka, ale radzę sobie z nią coraz lepiej. To daje ulgę i rozwiewa wszelkie wątpliwości. Nie ma się czego bać, trzeba mieć trochę wiary w siebie.

Dziś na obiad zupa krem z zielonego groszku:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz